Zasady niebezpiecznej jazdy
Każdy z nas kierowców popełnia błędy. Większość czyni to z premedytacją, niektórzy mają takie złe nawyki, jeszcze inni są po prostu nie w pełni świadomi swoich wykroczeń.
Drogowe grzechy są bardzo powszechne, lecz ich „ciężkość” jest różna. Są drobne grzeszki, gdy nikomu nic nie grozi i ciężkie przestępstwa drogowe, skutkujące ogromnie tragicznymi następstwami. Warto wymienić te najczęściej obserwowane, może nie najgroźniejsze, ale dokuczliwe dla innych, a niekiedy stanowiące realne zagrożenia.
- Nie ma lepszego kierowcy ode mnie.
Skoro to święta prawda, trzeba to innym udowodnić. Najlepiej pokazać swoją klasę, jazdę na krawędzi ryzyka. Przy okazji można zaprezentować walory swojego pojazdu. Autokreacja na drodze polega na szybkości, sprawności manewrowej, gwałtownym przyspieszaniu i hamowaniu, ignorancji wszelkich ograniczeń i zakazów, podjęcia wyzwania wobec konkurencji i lekceważenia służb porządkowych.
Celują w tym młodzi, czasem zakompleksieni kierowcy szukający dowartościowania w oczach innych. Jest to grupa szpanerów, pyszałków i egoistów, którzy siadając za kierownicę wyzwalają najgorsze tłumione instynkty. Najgroźniejsza jest prędkość, która rzadko idzie w parze z umiejętnościami kierowcy.
- Czas jazdy można wykorzystać na wiele sposobów, aby nie był to czas stracony, także dla kierowcy.
Fakt, że coraz więcej czasu spędzamy za kierownicą. Niektórzy uważają, że tej stracie można zapobiec podejmując proste czynności. Jest przecież wiele spraw, które można załatwiać w tzw. międzyczasie. Niewielu kierowców ignoruje dzwoniący telefon komórkowy. Mistrzowie potrafią pisać SMS-y w czasie jazdy. Zdarza się,że panie sprawdzają fryzury i makijaż w wewnętrznych lusterkach. Melomani wybierają płyty. CB – radiowcy prowadzą konwersacje – czasem bardzo soczyste. Mamy strofują dzieci. Żony pouczają mężów, a podwładni oceniają szefów (bywa też odwrotnie). Jeśli do tego dołożymy obserwację GPS-ów, głośną muzykę, natrętne myśli i zmartwienia – to koncentracja schodzi na dalszy plan. Niestety bez niej daleko nie zajedziemy. Jej brak objawia się między innymi niemrawym ruszaniem po zmianie sygnału świetlnego, lub niepotrzebnie zbyt dużymi odstępami w ulicznych zatorach i korkach.
- Potrzeba jest jedynym kryterium podejmowanych decyzji i wykonywanych manewrów drogowych.
W ruchu drogowym co krok „potrzeba” napotyka na rozmaite ograniczenia. Już najprostszy manewr, jakim jest zmiana pasa drogowego, wymaga spełnienia szeregu czynności i uwzględnienia całej złożoności sytuacji drogowej, a dokładnie:
- spojrzenia w lusterka wsteczne i uwzględnienia sytuacji za nami (czy ktoś nas nie wyprzedza),
- uwzględnienia sytuacji na pasie sąsiednim, gdzie chcemy wjechać (czy pas jest wolny i nie zajedziemy komuś drogi),
- włączenie kierunkowskazu (z odpowiednim wyprzedzeniem),
- uwzględnienie znaków poziomych (czy linie wyznaczające pasy ruchu na to zezwalają?).
Tyle ceregieli, a wystarczy lekki ruch kierownicą.
Podobnie jest, albo jeszcze gorzej z innymi manewrami. Więc co cwansi kierują się zasadą: „potrzebuję – więc jadę”.
- „Z drogi śledzie – bo król jedzie”
To stare porzekadło pasuje jak ulał do wcale nierzadkich przypadków wyprzedzania „na trzeciego”. Szczególnie tam, gdzie szerokość drogi na to pozwala. Tacy królowie szos jadą „na bezczelnego”, lub jak kto woli „na czołówkę”. Inni jadący z naprzeciwka potulnie zjeżdżają na pobocze. Do dramatycznych sytuacji dochodzi, gdy na poboczu znajdują się ci, dla których jest przeznaczone, a więc pojazdy parkujące, piesi lub rowerzyści.
Wystarczy przejechać się trasą A-2, aby na własnej skórze przekonać się o wyczynach władców szos. Teraz co prawda mnogość wysepek na jezdni mocno ogranicza wyprzedzanie, lecz co śmielsi radzą sobie omijając wysepki pasem dla pojazdów jadących z kierunku przeciwnego. Bardzo często wyprzedzanie kończy się zajeżdżaniem drogi innym pojazdom, bo wyprzedzający nie raczył zauważyć znaków ostrzegających o wysepce. W ostatniej chwili wciska się więc w kolumnę pojazdów zmuszając innych do gwałtownego hamowania.
Królowie szos za nic mają też pieszych i ich prawa do bezpiecznego przekraczania jezdni. Grzeczny pieszy stoi długo na chodniku ulicy o dużym natężeniu ruchu, zanim ktoś z kierujących zatrzyma się, aby umożliwić mu przejście. Niestety wtedy też zdarza się, że inny spieszący się kierowca wymija go, stwarzając realne, wręcz śmiertelne zagrożenie dla wkraczającego pewnie na przejście pieszego. Najwięcej pieszych ginie i ulega wypadkom na przejściach i w obrębie skrzyżowań, a więc tam, gdzie powinni czuć się bezpiecznie.
- Co prawda wczoraj piłem, ale dzisiaj czuję się dobrze.
Większość skontrolowanych nietrzeźwych kierujących nie zdążyło wytrzeźwieć. Zjawisko jest powszechne i zatrważająca jego skala, zważywszy, że tylko niewielki procent nietrzeźwych kierujących udaje się ujawnić.
Zastanawiająca jest bezmyślność i tolerancja otoczenia. Nietrzeźwy kierowca ma poczucie bezkarności (liczy na znikome prawdopodobieństwo kontroli).
Ma skłonność do popisów drogowych i przeceniania swoich możliwości panowania nad pojazdem. Jednocześnie bardzo obniża się jego zdolność postrzegania i wydłuża czas reakcji. Wpadają poprzez drobne stłuczki i w trakcie rutynowych kontroli. Częściej spotkać ich można na drogach lokalnych, gdzie czują się bardziej bezkarni. Niestety przytrafia się to też lokalnym „VIPOM”, którzy czują się trochę ponad prawem.
Jeżdżący nietrzeźwi ryzykanci są coraz pewniejsi, po paru udanych jazdach bez konsekwencji. Potem wpadka, to tylko kwestia czasu. Najgorzej, że stanowią zagrożenie nie tylko dla siebie.
Wybrane przykłady drogowej głupoty nie wyczerpują bogatych przykładów ludzkiej bezmyślności, ryzykanctwa, cwaniactwa, a nawet chamstwa, które dostrzegamy chętnie u innych, a rzadko u siebie.
Sonda
Jakie zachowania innych kierowców najbardziej mnie denerwują?


abeon.cms