strona główna » Artykuły » Sumienie kierowcy

Sumienie kierowcy

drukuj | AAA

Poczucie winy rzadko dręczy kierowców, o ile ich wyczyny drogowe nie spowodowały negatywnych skutków. Większość z nas ma bardzo elastyczne sumienie w tym zakresie. Wynika to pewnie z dużej tolerancji wobec łamania prawa drogowego, jak też i zasad etycznych w tym zakresie.

Mamy np. bardzo wyczulone sumienie na punkcie przywłaszczania cudzej własności. Jeśli ktoś ukradłby batonik w sklepie, to gdyby to się wydało, okrzyknięto by go złodziejem. Zapewne też rzetelnie by się z tego wyspowiadał. Ale jeśli ktoś siada za kierownicą po piwie lub kieliszku, to najwyżej obawia się kontroli policyjnej. Społecznie nie będzie napiętnowany, a w razie wpadki wielu mu współczuje, bo miał pecha.

Podobnie ma się sprawa z niebezpiecznymi manewrami, znaczącym przekraczaniem prędkości, łamaniem wszelkich zasad i przepisów drogowych.

Często dzieje się tak w obecności przewożonych najbliższych naszemu sercu osób. To, że naraziliśmy ich na całkiem realne zagrożenie i to zupełnie niepotrzebnie, mało kto sobie uświadamia i wzbudza jakąkolwiek refleksję. Przecież nic się nie stało, więc w czym problem? Niestety problem etyczny jest i to nawet wtedy, gdy naraziliśmy tylko siebie.

Nasze życie, nasze zdrowie, nasz los to nie tylko nasz własny „problem”.

To nasz wielki skarb, którym zostaliśmy obdarowani i nie mamy prawa nim szafować. Od naszego życia i sprawności zależy też los jeszcze innych osób, które w razie czego możemy boleśnie dotknąć.

Ryzykanctwo na drodze, to brak miłości własnej, ale też zaprzeczenie i złamanie przykazania miłości. Nie zabijaj nie dotyczy tylko tych, którzy świadomie czyhają na cudze życie, ale też tych, którzy lekceważą życie własne lub bliźnich, najczęściej z powodu pychy, egoizmu czy zwykłej głupoty. To niestety wcale nie lekkie grzechy nas kierowców, a któż ich nie popełnia?

Ileż sądzenia zachowań innych, ile przekleństw i złorzeczeń pod ich adresem, ile cwaniactwa, poniżania i lekceważenia bliźnich na drodze?

Tak się dziwnie składa, że dla niektórych przykazanie miłości na drodze jakby nie było zobowiązujące. Tu liczy się spryt, pośpiech, łaskotanie adrenaliny, poczucie panowania nad przestrzenią i upajania się swoją doskonałością w kolejnych ryzykownych manewrach. Niestety to wszystko do czasu.

Oj przydałyby się dla wielu z nas solidne rekolekcje na ten temat. Sam chętnie wziąłbym w nich udział, bo do zaniedbań w tym zakresie trudno się przyznać nawet przed samym sobą, a jeszcze trudniej przed Tym, który obdarzył nas życiem, zdrowiem i... samochodem.


powrót


Sonda

Czy powinna być ustalona górna granica wieku kierowcy?:


Formularz zapytań