Punkty karne groźniejsze od grzywny
Scenariusz jest zwykle taki:
Trochę przez pośpiech, trochę przez gapiostwo, często przy wyprzedzaniu jadącego niemiarowo pojazdu przed nami, jedziemy „nieco” za szybko, lub ignorujemy wymalowane linie. Jak z pod ziemi wyrasta policjant, zatrzymuje, sprawdza dokumenty i wygłasza zdanie, którego nikt z kierowców nie chciałby usłyszeć; „Za wykroczenie karzę Pana/Panią grzywną w wysokości …… zł. i do ewidencji wpisane zostanie…… punktów karnych. Przysługuje Panu/Pani prawo odmowy przyjęcia nałożonej kary”.
Jeśli nie przyjmujemy mandatu, sprawa trafia do Sądu Grodzkiego i gdy przegramy, dojdą koszty sądowe oraz nerwy i stracony czas. Jeśli przyjmiemy, czyli przyznamy się do winy, to klamka zapadła.
Gotówkę należy wpłacić na wskazane na mandacie konto, a punkty karne zasilą nasze osobiste konto w kartotece, którą zarządza Komenda Wojewódzka Policji. Początkowo bardziej szkoda pieniędzy. Ale gdy sytuacja powtórzy się, lub otrzymamy dość drogi autoportret z fotoradaru, to zaczyna się inny problem.
Przekroczenie w okresie 1 roku 24 punktów karnych powoduje bardzo przykre konsekwencje, a mianowicie skierowanie na egzamin kontrolny poprzedzony badaniem psychologicznym. To dla wielu nawet doświadczonych kierowców dość duży problem. Zatrzymanie prawa jazdy pozbawia kierowcę wszystkich posiadanych kategorii. Aby je odzyskać należy zdać kolejne egzaminy, (czli wszystkie utracone kategorie). Niektórzy oblewają już na testach, wielu nie zdaje jazdy na części praktycznej. Okazują się niezbędne dodatkowe lekcje z doświadczonym instruktorem. To generuje następne koszty, nie mówiąc już o straconym czasie i nerwach. Inne przepisy dotyczą świeżo upieczonych kierowców (tj. do 1 roku stażu).
Egzamin kontrolny niczym nie różni się od tego dla kandydatów, ale egzaminatorzy są jakby mniej wyrozumiali. Psycholog na badaniach też potrafi człowieka wymęczyć. Jednym słowem trauma szczególnie dla tych, co to bez samochodu ani rusz. Jednym słowem stres, trochę wstyd i wypływ gotówki nie licząc straconego czasu.
Skuteczne rady są dwie:
Po pierwsze – nie ryzykować dalszych wpadek, jeżdżąc zgodnie z przepisami. Taka jest zresztą prewencyjna rola nakładanych sankcji. Przykre konsekwencje zarezerwowano dla niepoprawnych.
Po drugie – skorzystać z jedynej możliwości, gdy dorobek punktowy jest znaczący, zapisać się na szkolenie w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, które pozwala raz na pół roku zdjąć z konta 6 punktów karnych.
To czasem ratuje przed znacznie bardziej przykrymi skutkami naszej niefrasobliwości.
Zapisać się można telefonicznie 25-6333387. W dniu szkolenia trzeba też przynieść prawo jazdy i 300 złotych, oraz zarezerwować 6 godzin na zajęcia. Te godziny wcale nie muszą być stracone, bo pomogą zrozumieć skutki naszych zachowań. Być może podziałają studząco i następnych mandatów nie będzie. Na pewno uratują skórę tym, którzy przy następnej wpadce przekroczyliby 24 punkty. Lecz uwaga, jeśli już ktoś przekroczył ten limit, nic już nie pomoże i na szkolenie szkoda czasu i pieniędzy.
Warto więc pomyśleć wcześniej i skorzystać z takiej możliwości, bo strzeżonego szkolenie ustrzeże od znacznie bardziej dotkliwych sankcji.
Pamiętajmy też, że fotoradary i „suszarki” to nie narzędzia tortur. One tylko studzą naszą brawurę, lekkomyślność lub też chwilową dekoncentrację.
Zamiast narzekać starajmy się tak jeździć, jakbyśmy byli obserwowani przez policyjny wideorejestrator. Urządzeń rejestrujących nasze drogowe wyczyny jest coraz więcej, są coraz doskonalsze, a policjanci jakby mniej czuli na nasze tłumaczenia. Także świadomość skutków ignoranctwa drogowego jest chyba coraz większa. Jeśli jednak coś niemiłego nas spotka, bądźmy mądrzejsi zanim posypią się jeszcze bardziej dotkliwe konsekwencje.
Sonda
Jakie zachowania innych kierowców najbardziej mnie denerwują?


abeon.cms