Pośpiech
W azjatyckiej metropolii taksówkarz wiezie buddyjskiego mnicha z lotniska do klasztoru. Ulice jak zwykle zakorkowane, ale taksówkarz bardzo się stara. Jedzie na granicy ryzyka, trąbi, wyprzedza, zmienia pasy ruchu, lawiruje między innymi pojazdami. Wreszcie dojeżdżają do klasztornej bramy. Zadowolony taksówkarz z błyskiem w oku, oznajmia triumfalnie „rekordowy czas na tej trasie, przyjechałem o całe 7 minut wcześniej niż zwykle”. Mnich popatrzył na niego z politowaniem, zapłacił i zapytał; „a co teraz zrobisz z tymi siedmioma minutami”?
Ta historyjka i jej puenta dotyczy też wielu z nas. Niewiadomo dlaczego i po co zazwyczaj spieszymy się. Pośpiech to znak naszych czasów, nasz styl życia, niemalże przymus. Jest oczywiście wiele sytuacji, gdy nasz pośpiech jest usprawiedliwiony. Szczególnie rano spieszymy się do pracy, spieszymy się do szkoły itp. Natomiast nie zdajemy sobie zazwyczaj sprawy, że tak naprawdę wciąż się gdzieś spieszymy. Chcemy wcześniej być w domu, na działce, na wczasach, u znajomych i tak w kółko. Ten pośpiech często jest nieuzasadniony żadną potrzebą. A jednak... Ile nerwów z powodu drogowego zatoru, ile przekleństw na niemrawych kierowców, ile krytyki pod adresem wszelkich ograniczeń prędkości. Szybciej, sprawniej, ryzykownie, ale z fasonem, byleby do przodu... Tylko po co? Czy te kilka zaoszczędzonych minut za chwilę nie zmarnujemy na coś głupiego i zbędnego?
Pośpiech w ruchu drogowym to fatalny „doradca”. Jego skutki często są bardzo przykre, a refleksja spóźniona.
Pośpiech kojarzy nam się przede wszystkim z prędkością. Jadąc szybko gonimy stracony czas, ale też prowokujemy los. Zysk jest zwykle minimalny – ot kilka minut, które nie zawsze są aż tak potrzebne, aby zaryzykować tak wiele.
Pośpiech to nie tylko prędkość. To wiele zaniedbań, przeoczeń, zagrożeń, rozproszeń itp. W pośpiechu wsiadamy do samochodu i natychmiast ruszamy. No może nie zawsze. Szczególnie jesienią i zimą szyby zaparowane lub zamarznięte. Spiesząc się wyskrobujemy okienko, reszta rozpuści się po drodze. Ile takich „ślepych” kierowców można zauważyć rano w zimowy mroźny dzień.
Część z nich wiezie do pracy żonę i dzieci do szkoły. Pośpiech jest ważniejszy niźli najbliżsi. W takim zamarzniętym samochodzie 70% widoczności, to tzw. pola martwe. Taki kierowca najczęściej nie ma nawet świadomości na co naraża siebie i najbliższych.
W szczycie komunikacyjnym na zapchanych ulicach niewiele da się zrobić aby przyspieszyć. Są tacy, którzy próbują. Niektórzy zjeżdżają na drogę dojazdową do posesji równoległą do głównej, po której idą piesi, jadą rowerzyści i po niej przesuwają się o kilkanaście pojazdów do przodu. Inni wciskają się na zakorkowane skrzyżowanie. Po zmianie świateł są przeszkodą nie do przebycia stojąc na środku skrzyżowania i blokują ruch poprzeczny. Jeszcze inni wykorzystują luźniejszy pas ruchu przeznaczony dla pojazdów skręcających i tuż przed skrzyżowaniem próbują się wcisnąć na sąsiedni zablokowany pas. Przykłady cwaniactwa wynikające z pośpiechu można mnożyć w nieskończoność. Pośpiech to też dekoncentracja. Jeśli nasze myśli koncentrują się na konsekwencji spóźnienia, to dzieje się to kosztem skupienia uwagi na aktualnej sytuacji drogowej. Nerwy i stres bardzo przeszkadzają w ruchu drogowym. Pod presją spóźnienia potrafimy popełniać kardynalne błędy i wiele ryzykować – byleby zdążyć.
Dolewaniem oliwy do ognia jest presja otoczenia kierowcy. Może to być utyskująca żona, marudzące dzieci, czy strach przed szefem i konsekwencjami spóźnienia. Zwykle jest tak, że nasz pośpiech przynosi mierne rezultaty czasowe, za to wiele zagrożeń. Wystarczy niewinna stłuczka, aby nowy problem nie przytłumił stresu wynikającego ze spóźnienia.
Jak unikać presji pośpiechu? Po prostu przewidując mogące zaistnieć sytuacje hamujące nasze dotarcie do celu. Wiadomo, że rano ważniejsze ulice są zablokowane i jedzie się dużo wolniej. Wiadomo, że jesienią szyby są zaparowane a zimą zamarznięte. W czasie deszczu lub śnieżycy ruch drogowy zwalnia i tworzą się zatory. Jeśli już niestety wyjeżdżamy zbyt późno, nie ma co liczyć na nadrobienie spóźnienia w porannych korkach. Jeśli już ten wszechobecny pośpiech towarzyszy nam na co dzień, to przynajmniej w czasie weekendów, czy urlopów spróbujmy wyluzować. Podróż może okazać się wręcz przyjemnością, jeśli nie damy ponieść się presji rywalizacji i podziwiając krajobrazy pozwólmy się wyprzedzać tym, którym się zawsze spieszy.
Na zakończenie jeszcze jedna azjatycka bajeczka dla spieszących się. Pewien bardzo bogaty Pers panicznie bał się śmierci. Postanowił wykorzystać swoje bogactwo, zakupił najszybsze konie i postanowił uciec przed śmiercią. Gnał bez opamiętania przez wiele dni. Gdy wjechał w piękną dolinę uznał, iż tu śmierć go już nie dopadnie. Tymczasem kostucha wychyliła się zza drzewa i bardzo uradowana oznajmiła zaskoczonemu Persowi: „a już myślałam, że nie zdążysz, nareszcie jesteś”.
Sonda
Czy powinna być ustalona górna granica wieku kierowcy?:


abeon.cms