strona główna » Artykuły » Kierowcą być

Kierowcą być

drukuj | AAA

Młody człowiek bez uprawnień komunikacyjnych, to dzisiaj rzadkość traktowana przez opinię społeczną jako ułomność. Wśród młodej generacji zdecydowana większość, to kierowcy.

Starsze pokolenie też nadrobiło zaległości i korzysta z dobrodziejstw własnego środka komunikacji. Cena powszechnej motoryzacji jednak jest wysoka. Co roku śmierć drogowa w naszym kraju kosi około 5 tysięcy istnień, a kalekami zostaje przynajmniej 10 razy tyle. Każda taka tragedia dotyka nie tylko poszkodowanego, ale też jego rodzinę. Giną rodzice osierocając dzieci, giną dzieci pozostawiając pustkę i rozpacz rodziców. Bezmiar tragedii, strat, bólu i łez jest trudny do ogarnięcia. Ten koszmar powtarza się w kilkudziesięciu miejscach kraju codziennie. Już to chyba nie robi na nas wrażenia i traktujemy to, jako koszty motoryzacji, pośpiechu, ludzkiej głupoty itp.

Czy to znaczy, że należy się z tym faktem pogodzić i ocierać codziennie o możliwość uczestniczenia w czymś, co przekracza naszą wyobraźnię?

Co robią władze, drogowcy, nauczyciele i inni współodpowiedzialni za ten stan rzeczy? Kogo winić przede wszystkim – głupotę ludzi, kiepskie drogi, czy indolencję decydentów?

Najczęściej widzimy skutki i ferujemy szybkie oceny. Ktoś za szybko jechał, ktoś nie zachował ostrożności, ktoś chciał się popisać itp.

Czemu jednak w innych, nawet sąsiednich krajach tych tragedii jest znacznie mniej? Co robić aby u nas było podobnie? Odpowiedź na te i podobne wątpliwości, można znaleźć w opracowanym już rok temu „Gambicie Mazowieckim”.

Podstawowa teza, czyli główny mankament, to brak jednolitego systemu, instytucji i ludzi odpowiedzialnych za poprawę tego, o co ocieramy się niemal codziennie. Tak naprawdę, to „każdy sobie rzepkę skrobie”... Spróbujmy to przeanalizować i przyjrzeć się konkretom.


Sejm od trzech kadencji pracuje nad Ustawą o kierujących. Gdy jest już prawie gotowa kończy się kadencja i wszystko zaczyna się od początku. Dyskusje, uzgodnienia, konsultacje, a owoców brak. Prawo drogowe zmienia się często, ale w szczegółach, co na sytuację bezpieczeństwa ma wpływ znikomy.


Ośrodki Szkolenia Kierowców działają na zasadzie konkurencji w oparciu o ustawę o swobodzie gospodarczej, konkurując niskością ceny za kurs, zamiast poziomem kształcenia. O dydaktyce i zakresie szkolenia lepiej nie wspominać, bo wszystko podporządkowane jest sukcesowi egzaminacyjnemu. Kursant wykuwa kilkaset dostępnych pytań i odpowiedzi – to jego wiedza teoretyczna. Praktycznie uczy się kilku zadań i manewrów w ruchu miejskim, nie mając najczęściej pojęcia o jeździe w nocy, na śliskiej nawierzchni, czy trasie szybkiego ruchu. Nie ma też możliwości dłuższego przygotowania praktycznego z osobą towarzyszącą, co w krajach ościennych jest regułą.

W szkołach podstawowych i gimnazjalnych przygotowanie do ruchu drogowego zależy od dobrej woli dyrektora, czy nauczyciela, a nie zawsze znajdzie się taki, który to chce i potrafi. W szkołach ponadgimnazjalnych najczęściej tymi tematami nikt nie zawraca sobie głowy, bo w założeniach programowych pustka.

Drogowcy mają ostatnio sporo roboty i ze wsparciem unijnych funduszy, remontowanych jest wiele tras. Stosowane priorytety można zauważyć na modernizowanej trasie Warszawa – Terespol. Usunięto co prawda część przydrożnego drzewostanu, o który rozbijał się niemal co drugi wypadający z jezdni pojazd. Zbudowano setki wysepek zwężając pasy ruchu i organizując tzw. lewoskręty. Jednak głębokie rowy przydrożne i wybetonowane przepusty nadal zbierają krwawe żniwo. Kierowcy nie są też zachwyceni spowolnieniem ruchu, gdyż wyprzedzanie powolnych ciężarówek i autobusów, przy takim natężeniu ruchu i zagęszczeniu wysepek, jest bardzo utrudnione.

Teoretycznie wypadków powinno być mniej, ale czas pokaże, czy rzeczywiście były to pomysły trafione. Na razie większość kierowców marudzi i krytykuje zmodernizowane za ogromne pieniądze odcinki dróg.

Jest zastanawiające, że u naszych sąsiadów Niemców w ciągu roku zdarza się ponad 300 tysięcy wypadków drogowych. U nas około 50 tysięcy, czyli sześć razy mniej. Ale w Niemczech na drogach ginie mniej ludzi niż u nas. Dlaczego?

Zapewne przyczyn jest kilka. Mniej tam wariatów drogowych, a drogi nie skazują na śmierć tych, co z jakiś przyczyn wypadli z jezdni. Samochody też w nieco innej strukturze wiekowej.

Znając realia naszych dróg należy dostosować do ich jakości styl jazdy. Wielu kierowców tego nie czyni z różnych przyczyn. Jedną z nich jest teoretycznie małe prawdopodobieństwo kontroli drogowej. Co prawda takiej sieci fotoradarów, jak u nas nie widzi się w innych krajach, ale kierowcy umieją rozpoznać te aktywne i informacja o nich, jak też kontrolach drogowych, krąży w eterze dzięki bardzo popularnym CB-radio. Zwalnia się więc w określonych miejscach, a potem nadrabia „stracony” czas.

Jednym słowem kierowcą być w naszym kraju jest porównywalnie z niebezpieczną grą w rosyjską ruletkę. Możemy jechać anielsko spokojnie i prawidłowo, ale i tak mamy niemałe zagrożenie, że wpadnie na nas jakiś drogowy wariat lub przemęczony kierowca TIR-a.

Do dobrych nawierzchni, kierowców uprzejmych, kulturalnych i szanujących prawo drogowe, do sprawnych pojazdów i wybaczających błędy dróg, brakuje nam tylko kilkanaście lat. Miejmy nadzieję, że w tym czasie z naszej rzeczywistości zniknie:

  • byle jakość w szkoleniu kierowców,
  • brak nadzoru nad młodym kierowcą,
  • luka w wychowaniu szkolnym do bezpiecznego wykorzystania dróg,
  • poprawimy jakość dróg i rozwiązania komunikacyjne,
  • wyposażymy policję w nowoczesne urządzenia, dzięki którym wyeliminuje skutecznie drogowych wariatów itp.

Te życzenia, to warunek widocznej poprawy sytuacji na naszych śmiertelnie niebezpiecznych drogach.


powrót


Sonda

Czy powinna być ustalona górna granica wieku kierowcy?:


Formularz zapytań