strona główna » Artykuły » Czarne weekendy

Czarne weekendy

drukuj | AAA

Pełnia lata, szczyt urlopowych wyjazdów, na które czekamy cały rok. Lecz aby dojechać do celu trzeba często wziąć lekcję cierpliwości stojąc w korkach oraz przemóc strach przed drogowymi wariatami, którzy sami zanim się doigrają mogą zepsuć urlop innym.

Przerażają też cotygodniowe komunikaty o drogowych tragediach. Ich ilość i skutki są faktycznie zatrważające. Co prawda już nam spowszedniały i przez wielu przyjmowane są dość obojętnie jako codzienne zdarzenia, które są pokłosiem lawinowo rozwijającej się motoryzacji.

Szczególnie „krwawe żniwo” trwa w każdy weekend. Na nic ostrzeżenia, akcje, sądy, grzywny i sankcje. W ubiegłym roku było trochę lepiej, to już w bieżącym znów jest bardzo źle.

Czemu w innych, nawet sąsiedzkich krajach, aż tak drastycznego drogowego horroru nie obserwuje się. Jak zwykle w trudnych pytaniach odpowiedź jest dość skomplikowana.

Część ekspertów wskazuje na fatalny stan naszych dróg. Problem w tym, że statystyki odwrotnie wiążą zły stan nawierzchni z małą liczbą wypadków, zaś na zmodernizowanych odcinkach jest bardzo źle. Dziury i koleiny nie pozwalają poszaleć, równa nawierzchnia aż prowokuje do przyspieszania i tak też się dzieje.

Więc może nie dziurawe nawierzchnie, lecz rozwiązania komunikacyjne, ich kolizyjność i brak segregacji ruchu drogowego wpływają na liczbę tragedii na drogach. Zdecydowana większość wypadków, bo aż prawie 85% zdarzyła się na drogach jednojezdniowych. Wniosek też nie jest jednoznaczny, może dlatego, że mamy też ich znacznie więcej niż tych wielojezdniowych. U nas nawet na krótkich odcinkach autostrad wypadków jest zdecydowanie za dużo.

Prędkość, nawet znaczna nie zabija, jeśli dostosowana jest do warunków drogowych i pogodowych. Jeśli więc drogi mamy kiepskie, to i prędkości nie mogą być zawrotne.

O prędkości, stylu jazdy, manewrach decyduje kierowca. To on jest panem swego pojazdu i ma kodeksowe prawo nad nim panować. Jeśli jednak zapytamy uczestnika zdarzenia drogowego o przyczynę, zapewne wymieni nam nawet kilka, ale o swojej roli nawet się nie zająknie. Zawsze jest wiele, czasem nawet drobnych zbiegów okoliczności, których nie udało się przewidzieć. Ale gdyby tak jechać nieco wolniej, to może udałoby się wyhamować lub ominąć.

Kultura drogowa u nas jest taka bardziej azjatycka niż europejska. Więcej tam szacunku do wielkości, marki i siły pojazdów, niż do kodeksu drogowego.

Więc cóż nam pozostało? Chyba modlić się aby nie znaleźć się na czarnej liście powypadkowych ofiar po kolejnym weekendzie. Zapewne połowa z nich, to ofiary głupoty innych uczestników ruchu drogowego. Aż strach się bać!


powrót


Sonda

Czy powinna być ustalona górna granica wieku kierowcy?:


Formularz zapytań