Co kraj to...
Ruch drogowy niemal w każdym kraju ma swoją specyfikę. Czasem to trudno określić jednoznacznie, bo znaki drogowe i większość przepisów jest znormalizowana konwencjami międzynarodowymi. Jednak pewne charakterystyczne zachowania uczestników ruchu drogowego są widoczne nawet na pierwszy rzut oka.
Ciekawy pod tym względem jest Paryż, gdzie piesi cieszą się znacznym szacunkiem i kierowcy wstrzymują ruch na jezdni, jeśli pieszy zbliża się do przejścia drogowego. Natomiast czerwone światło dla pieszych jest tylko sugestią i jeśli nie nadjeżdżają pojazdy, bezceremonialnie wkraczają na przejście.
Ewenementem jest też gwiaździste skrzyżowanie ulic w okolicy Łuku Triumfalnego. Szeroki pas drogowy (około 7 pasów ruchu), ogromny tłok pojazdów, skomplikowany układ drogowy i żadnych znaków regulujących pierwszeństwo przejazdu. Jedyna obowiązująca tam zasada, to pierwszeństwo pojazdów nadjeżdżających z prawej strony. Pierwsze wrażenie ogólnego haosu występuje po krótkiej obserwacji. W tym szaleństwie jest metoda. Każde inne rozwiązanie zablokowałby serce Paryża. Wypadków w tym miejscu prawie nie ma.
Skandynawia to region, gdzie prawo drogowe jest szanowane z wielką starannością. Przekonują się o tym rodacy, którzy taką starannością nie grzeszą. Jeśli ktoś z tubylców zauważy niebezpiecznie jadący pojazd, bez wahania dzwoni na policję i wcale nie uważa tego za donos, wręcz za obywatelski obowiązek. Mandaty za nawet nieznaczne przekroczenie prędkości są obłędnie wysokie. Może dzięki temu drogi skandynawskie należy nie tylko do najlepszych, ale i do najbezpieczniejszych. Krążą mrożące krew w żyłach kierowców opowieści o złośliwości służb porządkowych na Czechach i Słowacji. Fakt, że są drobiazgowi i mandaty bardzo wysokie, ale dla tych, co na nie zasłużyli. Polacy przyzwyczajeni do naszych „misiaczków” uważają, że przekroczenie o 10-20 km dozwolonej prędkości, to żadne wykroczenie. Tymczasem tam jest to traktowane z całą surowością. Jeżdżę tam corocznie, (często dwukrotnie w ciągu roku) i jeszcze dzięki Bogu mandatu nie zapłaciłem. Radzę uważać szczególnie w pobliżu granicy, gdzie kontrole są naprawdę częste.
Ostatnio miałem okazję obserwować ruch drogowy w Izraelu i Palestynie.
Pierwsze wrażenie nie jest budujące. Klakson samochodowy jest tam chyba podstawowym i najczęściej używanym urządzeniem w pojazdach. Jest wykorzystywany w różnych sytuacjach i w różnych celach. Służy do ostrzegania w czasie wyprzedzania, do poganiania gapowiczów, do pozdrowienia, do zwrócenia na siebie ogólnej uwagi. Trąbi więc prawie każdy, ale robią to bez agresji i otrąbiony wcale agresją nie odpowiada.
Najważniejsze spostrzeżenie to fakt, że tej wszechobecnej u nas agresji na drodze tam nie widać. Przykłady można mnożyć. Na wąskiej uliczce zatrzymuje się auto, bo kierowca musi porozmawiać z właścicielem straganu. Gdy rozmowa się przedłuża, inni popędzają zawalidrogę klaksonami. Wcale to nie znaczy, że rozmowa zostanie przerwana natychmiast, a zablokowani dokonują linczu.
Wypadki nie są rzadkością, ale ich skutki zwykle są mniej tragiczne niż u nas. Szkody przeważnie dotyczą pojazdów, rzadko ludzi.
Myślę, że po prostu mniej tam wariatów drogowych, mniej agresji pośpiechu.
Szacunku dla przepisów też mniej – ale to „no problem”.
Sonda
Jakie zachowania innych kierowców najbardziej mnie denerwują?


abeon.cms