strona główna
» Artykuły
» Co czeka nas na drogach?
Co czeka nas na drogach?
Co się dzieje, że u nas na drogach jest nie tylko mało komfortowo ale i niebezpiecznie ? Kto ponosi za to odpowiedzialność ?
Problem w tym, że w zasadzie nikt.
Narzekanie to oznaka bezradności. Patrząc na to co się dzieje na naszych drogach można doprawdy zwątpić w rozsądek decydentów i jedynie ponarzekać. Już zdawało się, że doczekaliśmy się małej poprawy, a tu zimny prysznic i tegoroczne podsumowania będą znów alarmujące. Nie ma czemu się dziwić, jeśli zbierzemy kilka faktów, które tworzą naszą drogową rzeczywistość.
Jakoś inne kraje uporały się z problemem przestępstw drogowych. My wciąż nie mamy spójnego systemu, który ostudziłby wariatów drogowych i dałby skuteczne oręże służbom porządkowym. Doświadczenia innych wskazują na skuteczność prewencyjną tzw. restrykcji. Warunkiem jest poczucie dużego prawdopodobieństwa kontroli naszych zachowań na drodze. Nie chodzi o wysoki wymiar kar ale jej nieuchronność.
Tymczasem u nas wciąż coś się zmienia, dyskutuje, ogranicza i w końcu okazuje się, że owoce nowego są mizerne. Najgorszy jest przerost demokracji, tam gdzie go być nie powinno. Denerwowały fotoradary - to trzeba je oznakować, okleić, wyjąć z rąk policji. I co ? I nic ! Fotoradarów nie ma, więc hulaj dusza !
Policja na budżetowym garnuszku liczy pieniądze a komendanci zastanawiają się na czym tu by jeszcze oszczędzić. Doświadczeni policjanci służb drogowych odchodzą, a prawdopodobieństwo „lotnej" kontroli drogowej coraz mniejsze.
System szkolenia kierowców skierowano na niebezpieczną ścieżkę biznesową. Ostanie się ten, kto szkoli taniej, szybciej, mniej wymaga i bez kłopotu da papiery potrzebne do zdobycia prawa jazdy lub uprawnień zawodowych.
Egzamin z wiedzy o ruchu drogowym to czysta fikcja. Wystarczy przez kilka godzin przećwiczyć dostępne pytania egzaminacyjne. Zdaje go prawie 90%, niewiele wiedząc o przepisach ruchu drogowego.
Egzamin praktyczny najlepiej przenieść do powiatów - jak postulują niektórzy posłowie. To dopiero byłaby zdawalność !
Więc jeśli dziurawa kontrola, mizerne szkolenie, kiepskie drogi, stare samochody - ta jakie mogą być efekty ?
Właściwe Ministerstwo zajmuje się raczej budową nowych dróg, niż tym, co się na nich dzieje. Jego przybudówka, czyli Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zajmuje się kolejnymi konferencjami i spotami w TV, a jej wpływ na realia drogowe jest znikomy.
Miejmy nadzieję, że w nowym rządzie problemy drogowe zostaną zauważone i wreszcie ktoś nad tym zacznie panować. Demokracją i ustępstwami, porządku na drogach nie zbudujemy. Tak jak i bezpiecznych dróg, szczególnie na tzw. prowincji. A przecież na co dzień większość z nas jeździ po drogach lokalnych, na których część kierowców zachowuje się wręcz skandalicznie i co gorzej bezkarnie.
Problem w tym, że w zasadzie nikt.
Narzekanie to oznaka bezradności. Patrząc na to co się dzieje na naszych drogach można doprawdy zwątpić w rozsądek decydentów i jedynie ponarzekać. Już zdawało się, że doczekaliśmy się małej poprawy, a tu zimny prysznic i tegoroczne podsumowania będą znów alarmujące. Nie ma czemu się dziwić, jeśli zbierzemy kilka faktów, które tworzą naszą drogową rzeczywistość.
Jakoś inne kraje uporały się z problemem przestępstw drogowych. My wciąż nie mamy spójnego systemu, który ostudziłby wariatów drogowych i dałby skuteczne oręże służbom porządkowym. Doświadczenia innych wskazują na skuteczność prewencyjną tzw. restrykcji. Warunkiem jest poczucie dużego prawdopodobieństwa kontroli naszych zachowań na drodze. Nie chodzi o wysoki wymiar kar ale jej nieuchronność.
Tymczasem u nas wciąż coś się zmienia, dyskutuje, ogranicza i w końcu okazuje się, że owoce nowego są mizerne. Najgorszy jest przerost demokracji, tam gdzie go być nie powinno. Denerwowały fotoradary - to trzeba je oznakować, okleić, wyjąć z rąk policji. I co ? I nic ! Fotoradarów nie ma, więc hulaj dusza !
Policja na budżetowym garnuszku liczy pieniądze a komendanci zastanawiają się na czym tu by jeszcze oszczędzić. Doświadczeni policjanci służb drogowych odchodzą, a prawdopodobieństwo „lotnej" kontroli drogowej coraz mniejsze.
System szkolenia kierowców skierowano na niebezpieczną ścieżkę biznesową. Ostanie się ten, kto szkoli taniej, szybciej, mniej wymaga i bez kłopotu da papiery potrzebne do zdobycia prawa jazdy lub uprawnień zawodowych.
Egzamin z wiedzy o ruchu drogowym to czysta fikcja. Wystarczy przez kilka godzin przećwiczyć dostępne pytania egzaminacyjne. Zdaje go prawie 90%, niewiele wiedząc o przepisach ruchu drogowego.
Egzamin praktyczny najlepiej przenieść do powiatów - jak postulują niektórzy posłowie. To dopiero byłaby zdawalność !
Więc jeśli dziurawa kontrola, mizerne szkolenie, kiepskie drogi, stare samochody - ta jakie mogą być efekty ?
Właściwe Ministerstwo zajmuje się raczej budową nowych dróg, niż tym, co się na nich dzieje. Jego przybudówka, czyli Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zajmuje się kolejnymi konferencjami i spotami w TV, a jej wpływ na realia drogowe jest znikomy.
Miejmy nadzieję, że w nowym rządzie problemy drogowe zostaną zauważone i wreszcie ktoś nad tym zacznie panować. Demokracją i ustępstwami, porządku na drogach nie zbudujemy. Tak jak i bezpiecznych dróg, szczególnie na tzw. prowincji. A przecież na co dzień większość z nas jeździ po drogach lokalnych, na których część kierowców zachowuje się wręcz skandalicznie i co gorzej bezkarnie.
Sonda
Czy powinna być ustalona górna granica wieku kierowcy?:


abeon.cms